Olejki eteryczne wysokiej jakości – jak kupować, by uniknąć fałszerstw i mitów o olejkach

Olejki eteryczne wysokiej jakości – naturalne, bio, z certyfikatem, prawdziwe, czyste, 100%. Które wybrać i dlaczego? Dowiedz się, jak kupować olejki najwyższej jakości i nie przepłacać.

Jakościowe olejki do aromaterapii – skąd wiem, jak je wybrać?

Od lat działam w branży aroma – w różnych rolach. Zaczynałam od towaroznawstwa – wyszukiwania surowców i ich dostawców, weryfikowania deklaracji marketingowych, riserczu, sprawdzania dokumentacji. 

Korzystam z produktów różnych firm i mam dobre porównanie. Znam narzędzia do tworzenia opisów w sklepach (jeszcze sprzed czasów AI ;)), producentów, dostawców, marże, mity, claimy i inne bolączki branży od podszewki.

Nie sprzedaję olejków – oferuję wysokiej jakości wiedzę na ich temat, opartą o tradycję, naukę i praktykę. Więcej o mnie przeczytasz tutaj.

Moc Natury i marketingu, czyli naturalne olejki i niebezpieczne mity

Olejki eteryczne powstają wyłącznie na dwa sposoby – w wyniku destylacji (najczęściej z parą wodną) lub tłoczenia (ze skórek owoców cytrusowych). Tak powstaje każdy olejek na rynku – olejek z drzewa herbacianego, olejek lawendowy, olejek różany, eukaliptusowy, olejek cynamonowy, cytrynowy, grejpfrutowy, olejek tymiankowy itd.

Technologia bywa skomplikowana. Niektóre olejki eteryczne mogą być poddawane dodatkowej obróbce, ale nadal będą to olejki.

Zasadniczo dzisiaj surowce do aromaterapii pozyskuje się z materiału roślinnego, przy czym są one pozyskiwane z różnych części rośliny aromatycznej jak ziele rozmarynu czy skórka pomarańczy.

Pierwsza i najważniejsza sprawa to ustalenie, czy w ogóle masz do czynienia z olejkiem eterycznym czy zapachowym, jakąś esencja, kompozycją zapachową, aromatem dla przemysłu spożywczego. Olejkiem bywa nazywane wiele produktów, np. waniliowy olejek do ciasta czy konwaliowy olejek zapachowy. Sprzedawcy wiele rzeczy nazywają olejkami. Ustal więc, czy to w ogóle olejek eteryczny. Każdy z tych produktów ma inne właściwości.

Naturalne olejki eteryczne – marketingowe masło maślane

Po drugie niespodzianka – każdy olejek eteryczny jest z definicji (choćby za normami ISO)… naturalny. „Naturalny olejek eteryczny” to zatem marketingowe masło maślane. Ktoś kiedyś tak napisał i cały internet odtąd za nim powtarza jak papuga. Bo statystycznie musi, inaczej nie wybije się w wynikach wyszukiwania.

Kiedy kupujesz olejek eteryczny to jest on w pełni naturalny 🙂 Jest też 100% i czysty. Jeśli proces uprawy, zbioru, przechowywania i przetwórstwa zostanie przeprowadzony prawidłowo, w olejku eterycznym nie ma prawa być nic poza nim (ewentualnie pozostanie trochę wody). Chyba że olejek zostanie rozcieńczony lub zafałszowany.

Różnica między rozcieńczeniem a fałszerstwem jest taka, że to pierwsze jest wyraźnie
zakomunikowane klientowi,
a to drugie nie.

Naturalne = bezpieczne, czyli… niebezpieczny mit marketingowy, na którym zbudowano niejedną branżę i firmę

Pamiętaj też, że mit nr 1 na rynku olejków eterycznych i kosmetyków naturalnych brzmi: „olejki są dla nas dobre i bezpieczne, bo są naturalne”. Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z olejkami eterycznymi, to lepiej uważaj na takie deklaracje. Całkowicie naturalne składniki olejków to substancje chemiczne. Ich właściwości nie zależą od pochodzenia (naturalne vs syntetyczne), ale po prostu od rodzaju danej substancji. 

„Bezpieczeństwo” naturalności per se
doskonale ilustruje taki żart:
„Rekiny, czarne wdowy i uran też są naturalne,
ale czy są dla nas zawsze dobre i bezpieczne”?
No, chyba nie.

Naturalność ma pewną przewagę nad syntetykami, ale nie jest nią wcale bezpieczeństwo.

Pomyśl też o substancjach identycznych z naturalnymi.

Jakość gwarancją bezpieczeństwa – kolejny niebezpieczny mit

Jakość, podobnie jak pochodzenie surowca, nie jest gwarancją bezpieczeństwa. Jakość to podstawa bezpieczeństwa i komfortu pracy z olejkami i innymi substancjami aromatycznymi. Ale to nie wszystko.

Każdy nieprawidłowo użytkowany produkt może zaszkodzić! Nawet bardzo – zdarzają się wypadki, a i celowe sytuacje, ze skutkiem śmiertelnym włącznie. To nie są plotki z internetu, tylko przypadki opisane w literaturze medycznej. Znane od wieków i ciągle wydarzające się.

A nawet powiem więcej – wysokiej jakości i prawidłowo użytkowany produkt czasem także może zaszkodzić…

Olejki eteryczne z certyfikatem – czy to najlepszy wybór?

Skoro wiesz już, czym są olejki eteryczne (jeśli masz nadal wątpliwości, zobacz ten wpis) i że są z definicji naturalne, to kusząco wygląda droga na skróty w świecie aromaterapii, czyli certyfikowane olejki eteryczne.

Rozumiem pokusę, naprawdę. Zwłaszcza kiedy dopiero zaczynasz badać temat jakości olejków eterycznych albo poszukujesz szybkich rozwiązań. Certyfikaty występują chyba w każdej branży. Być może kupujesz już kosmetyki, żywność czy ubrania z certyfikatami.

Pierwszy problem z certyfikacją olejków jest taki, że certyfikatów jest bardzo dużo i są różne. Ktoś może sam sobie wystawiać certyfikat…

Certyfikaty wydają różne organizacje, z różnych branż. Zdarza się, że mimo certyfikacji np. śledztwo dziennikarskie wykrywa nieprawidłowości.

Część certyfikatów jest bardzo specjalistycznych i właściwie informacje o nich nie trafiają do klienta detalicznego. Część bardzo wartościowych produktów nie ma certyfikacji, bo np. jej uzyskanie jest za drogie (a jakość certyfikacji… wątpliwa).

Jeśli masz ochotę inwestować w olejki z certyfikatami (wtedy zwykle będą one droższe), to oczywiście możesz. Doradzałabym jednak sprawdzić, co faktycznie oznacza dany certyfikat i czy faktycznie certyfikuje coś, co Cię interesuje.

Z certyfikatami jest jak ze wszystkim –
trzeba ocenić ich… jakość.

Na koniec ciekawostka – olejki ekologiczne, olejki bio, to tak naprawdę olejki pochodzące z certyfikowanych upraw. Certyfikuje się uprawę, nie olejek.

Jeśli nie certyfikaty, to co?

Nie będę się nad tym rozwodzić tu dłużej, ale znak towarowy to nie jest żadna gwarancja jakości. To jest tylko konstrukt prawny służący ochronie interesów danej firmy. Firma, która taki znak zarejestruje, może mieć wysokiej jakości produkty. Ale nie musi.

Są znacznie lepsze wyznaczniki jakości i powtarzalności właściwości olejków eterycznych. Nazywają się one normy ISO i farmakopea. Obiektywne, oparte o badania parametrów fizykochemicznych olejków. Mają one jednak pewne wady – cena i dostępność. Więcej na ten temat na webinarach, które prowadzimy z farmaceutą Aleksandrem K. Smakoszem:

Czy wysoka cena jest gwarancją jakości?

Powinna być i może kiedyś była, ale nie jest. Podejrzewam, że już u zarania dziejów ktoś zorientował się, że może sprzedać coś gorszej jakości drogo. I w ten sposób oszukać klienta, który wierzy, że jakość zawsze musi dużo kosztować. Zysk jest tutaj nie tylko materialny (pieniądze), ale podwójny, bo także prestiżowy – mam drogie produkty, więc są one wysokiej jakości.

Niestety, wiele osób wykorzystuje ten (tak naprawdę to już kolejny)… skrót myślowy. Albo po prostu kolejny mit. Wysoka jakość korelowana jest z wysoką ceną, ale to nie znaczy, że nie ma tanich produktów wysokiej jakości i drogich produktów niskiej jakości.

Cena musi być wysoka, bo inaczej klient nie będzie szanować” – ta zagrywka stosowana jest w branży aroma, jak i w każdej innej. Dla „dobra klienta” ceny są sztucznie nadmuchiwane, żeby mógł zapłacić więcej za iluzję jakości i… czuć się z tym dobrze. A sprzedawca jeszcze lepiej.

Polityka cenowa sprzedawcy wiele o nim mówi. Oczywiście, ktoś powie, mamy wolny rynek, jeśłi klient chce zapłacić więcej i czuć się z tym luksusowo, to niech sobie płaci. Ja się tylko tak zapytam: czy to etyczne?

I ktoś może znów powie, że przecież klient chce płacić, to dlaczego to dla innych problem?

Ciekawa jestem, czy klient też byłby tego samego zdania , gdyby tylko wiedział,
że płaci za iluzję jakości a nie jakość.

Dla wielu osób w branży liczy się tylko biznes i pieniądz, własny interes i zysk. Etyka, prawo, merytoryka – nie istnieją w ich świecie. Gdy uczciwi zajmują się nauką czy legalnymi aspektami biznesu, rekiny biznesu nie tracą czasu, cisną marketing i sprzedaż. W ten sposób oszukują nie tylko klienta, ale resztę branży. Są nieuczciwą konkurencją. No, ale to takie tam szczególiki przecież.

Wniosek jest bardzo prosty – zanim kupisz cokolwiek, porównaj sobie ceny kilku produktów o podobnych parametrach. Jak wygląda średnia rynkowa? Czasem trwa to kilka minut, a zaoszczędza dziesiątki czy setki złotych.

Branża aroma nie różni się tu od budowlanej, elektronicznej czy jakiejkolwiek innej. Porównujsz ceny serów na zakupach w supermarkecie albo samochodów w salonie, to porównaj ceny olejków w internecie.

Doradzałabym też korzystanie z produktów różnych firm, a nie tylko kupowanie w jednej. Firmy i produkty zmieniają się, znikają – nie uzależniajmy się.

Etykieta wszystko przyjmie

To kolejny taki fajny smaczek branżowy 🙂 To, co ludzie, a dziś nie tylko ludzie, wypisują w opisach produktów, na etykietach, w składach według systemu INCI naprawdę może zadziwić i nie mieć wiele wspólnego z rzeczywistością, chociażby prawną, w której dziś żyjemy.

Bo przecież doskonale wiedzą, że każde prawo można obejść. Kary? Może się opłacać zapłacić.

Na szczęście coraz więcej osób w branży i klientów ma świadomość, że nie można tworzyć opisów dowolnie, a to, co znajduje się na etykiecie, jest ściśle określone regulacjami prawnymi. 

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, o podstawowych sposobach rejestracji olejków eterycznych na rynku, i ich konsekwencjach, sięgnij po naszą książkę „Mieszanki olejków eterycznych do aromaterapii”.

Dowiesz się z niej nie tylko, jak tworzyć mieszanki o ładnym zapachu i pożądanych właściwościach, ale wszystkiego, co o olejkach i aromaterapii trzeba wiedzieć, aby świadomie korzystać z ich potencjału.

Od kogo kupuję i na co głosuję swoimi pieniędzmi, czyli olejkowe sklepy i biznesy

To jest temat na książkę i zamierzam taką popełnić 😉 A przynajmniej poświęcić temu zagadnieniu dobry rozdział.

Są osoby, które uważają, że jak produkt jest dobry, to sprzedawca ich nie obchodzi.

Ja robiąc zakupy w branży, w której jestem ekspertką i profesjonalistką, nie mogę do tego tak podchodzić. Mnie interesuje od kogo kupuję.

Kompetencje i uczciwość sprzedawcy
co najmniej zwiększają prawdopodobieństwo
zakupu jakościowego produktu.

Tym bardziej przy zakupach zagranicznych nie zamierzam posłać kasy w eter jakiejś firmie-krzak. Dziś oszuści mogą szybko wygenerować sklep z pomocą AI, zainkasować i zniknąć.

Poznaj swojego sprzedawcę to naprawdę dobra porada, która działa w każdej branży. I zbuduj z nim relację, jeśli to możliwe. Zadawaj pytania, komunikuj swoje potrzeby np. w mediach społecznościowych. 

Ja lubię znać fakty o firmie.
Lubię też zobaczyć jakieś twarze na stronie.

Serio myślisz, że Twoja ulubiona marka osobista to jedna genialna osoba, która robi dzisiaj absolutnie wszystko lege artis i doskonale,
bez jakiegokolwiek wsparcia,
choćby technicznego, prawnego, księgowego?).

Interesuje mnie, ile ktoś ma lat doświadczenia w branży, jakie ma wykształcenie, w co się angażuje, czy ma jakieś osiągnięcia poza lajeczkami w mediach społecznościowych, które każdy może sobie dziś kupić.

Co mówi o olejkach – kursy, wpisy blogowe, e-booki. Często są jakieś ogólnodostępne, bezpłatne treści, gdzie można zweryfikować wiedzę i intencje. I pośrednio wnioskować o jakości produktów fizycznych, która dana firma ma w ofercie.

Obnażamy nagą prawdę o części branży aroma

Chcę kupować od kogoś, kto wie, co robi i sprzedaje. A poza tym nie chcę wspierać oszustów i szarlatanów swoimi pieniędzmi. Niestety dziś rynek ma przesyt.

Czasem tu bywa właśnie pies pogrzebany. Można by mnożyć kryteria i niby wszystko gra. Albo prawie wszystko. Niby jest doświadczenie i wykształcenie albo transferrable skills, piękne roleczki w socialach, lajeczki, psychofani może już nawet, afiliacje z uczelniami, instytucjami, certyfikaty na ścianach, mentorzy. Na ustach sztandarowe hasła o jakości, nauce, etyce, wiedzy i co tylko klient i internet chce usłyszyć.

Właściwie każdy dałby się przekonać i nabrać. Dopiero po bliższym poznaniu wychodzi szydło z worka, imposter, oszust, szarlatan albo ktoś, kto bezwzględnie dąży do zysku i zagarnięcia wszystkiego dla siebie – kosztem innych, nie tylko konkurencji, ale także podwykonawców i własnych klientów.

Mam generalnie dobrą intuicję (czyli dobrze nakarmioną wiedzą i doświadczeniem) i zwykle udaje mi się przejrzeć takie przypadki na wylot, ale nawet i mnie parę razy ktoś zamydlił oczy. Na trochę.

Zdarzyło Ci się też tak naciąć? Nie przejmuj się bardzo. Każdy z nas popełnia błędy, grunt to się na nich uczyć i nie powtarzać. Nie trzeba też dążyć do ideału – jakość może dla każdego z nas oznaczać trochę coś innego. Czasem wystarczy produkt… wystarczająco dobry.

Niestety nie ma jednego kryterium, które pozwoli zweryfikować kompetencje czy uczciwość sprzedawcy. Jak wszędzie – tytuł naukowy, zawodowy, nagrody, certyfikaty, wystąpienia medialne, książki mogą świadczyć o kompetencjach. Ale absolutnie nie muszą.

Mogą świadczyć tylko o umiejętnościach biznesowych (zresztą bardzo ważnych i wcale nie chcę demonizować tego aspektu, bo jest on kluczowy) albo o słynnych znajomościach 😉 Wszystko i od zawsze da się kupić, ukraść, ukartować, a dziś po prostu wygenerować z cudzej własności intelektualnej. Dopiero wypadkowa wielu czynników pokazuje prawdę.

Nie chcę siać paniki, ale chcę zasiać ziarno ostrożności.

Bądźmy rozsądni i odpowiedzialni jako klienci – nie wszystko jest kwestią produktu i sprzedawcy. Słuchanie bezkrytycznie porad sztucznej inteligencji, którą ktoś już odpowiednio karmi informacjami, albo kupowanie „na ładne oczy”, czyli dziś bardziej na ładne zdjęcia albo rolki, ma swoje konsekwencje dla całej branży.

Sprzedawca – checklista jego jakości

Podsumowując i dla ułatwienia – fragment mojej własnej checklisty zakupowej:

  • Czy znasz swojego sprzedawcę?
    • Czy przestrzega regulacji prawnych?
    • Jaką ma etykę pracy i wartości?
    • Jakie ma doświadczenie zawodowe?
    • Jakie ma wykształcenie i kwalifikacje?
    • Jakie ma osiągnięcia?
    • Jaką ma społeczność?
    • Czy dba o edukację klientów?
  • Czy obsługa klienta sprawnie przebiega?
  • Polityka cenowa
    • Czy produkt jest warty swojej ceny?
    • Czy cena jest podejrzanie wysoka i przepłacasz?
    • Czy cena jest podejrzanie niska i czyim kosztem?

Jak kupować olejki eteryczne – porady praktyczne

Dziś zwykle kupujemy olejki online – nie mamy więc możliwości sprawdzenia wcześniej ich właściwości. Wybierać olejkowy sklep na zakupy możemy w różny sposób – korzystając z poleceń znajomych, pytając AI, które wygeneruje nam odpowiedź na podstawie tego, co ktoś albo jego klienci napisali o danym produkcie.

Doradzam obserwowanie rynku i risercz. Nawet jeśli jesteś stałą klientką czy klientem jednej firmy, warto wiedzieć, jakie są trendy i ceny.

Jeśli coś Cię niepokoi – napisz do sprzedawcy, popytaj na grupach i w społecznościach (póki istnieją), poszukaj w literaturze (najlepiej pisanej ludzką ręką, idealnie sprzed czasów AI). Buduj swoje doświadczenie w tej aromamaterii.

Kiedy już kupisz nowe olejki – doradzam prowadzenie ich ewidencji. Co, kiedy i gdzie zostało kupione, jaką ma datę ważności. Kolejny krok to otwarcie buteleczki i ocena zawartości.

Ocena organoleptyczna / ocena sensoryczna olejków – czy fałszerstwa olejków eterycznych da się rozpoznać w domu?

Ocena sensoryczna, czyli za pomocą zmysłów, lub inaczej organoleptyczna – jak nazwa wskazuje, za pomocą organów 😉 Ustaw buteleczkę na organach perfumiarskich zgodnie z nutami i alfabetycznie. Odkręć i… Żartuję 😉

Oczywiście możesz tak zrobić, kiedy zajmujesz się perfumiarstwem, ale na początek wystarczą własne organy – wzrok i węch. Na testy za pomocą smaku nie namawiam, jakkolwiek dawniej bywały praktykowane. 

Poza notatnikiem czy arkuszem kalkulacyjnym z ewidencją i własnymi, zdrowymi zmysłami będą Ci jeszcze potrzebne blottery – papierowe paseczki testowe, jak w drogerii/perfumerii. Możesz je kupić w internecie (jak wszystko) albo wykonać samodzielnie z nasiąkliwego, białego papieru.

Zobacz, jaką dany olejek ma konsystencję i kolor. Czy odpowiada ona innym olejkom np. z lawendy lekarskiej, które znasz? Czy odpowiada opisowi w sklepie? W literaturze?

Nie przejmuj się, jeśli na blotterze zostanie trochę olejku (a tym bardziej absolutu czy innego ekstraktu). Lotne, nie znaczy, że odparują i znikną w 100%. Czasem tak jest, ale przy olejkach tłoczonych lub gęstych nutach bazy o intensywnych kolorach jak np. wetyweria, zostaną ślady przypominające kolorem olejek. Bardziej zaskakujące byłoby to, gdyby nic po nim nie zostało.

A potem przeanalizuj zapach – to dłuższy temat. Jeśli chcesz wiedzieć, jak profesjonalnie analizować zapachy, zapraszam do kontaktu i na moje zajęcia na warsztaty, kursy, studia.

Dzisiaj raczej nikt nie fałszuje olejków, mówiąc wprost, chamsko olejem tłustym czy alkoholem. W fałszerstwach jest znacznie więcej finezji i czasami naprawdę trudno je wykryć zmysłami czy za pomocą prostych doświadczeń jak kiedyś. Wtedy zostają bardziej zaawansowane metody. Jakie? Ponawiam zaproszenia na webinary:

To, co opisałam w powyższym wpisie, to suma moich doświadczeń i obserwacji, zbieranych latami. I zaledwie zarys tematu, dlatego zachęcam Cię do dalszej nauki i praktyki. Nie zawsze uda się uniknąć pułapek i kupić produkt idealny, ale z czasem zakupy olejków wysokiej jakości będą mieć przed Tobą coraz mniej tajemnic 🙂


przez

Tagi: